Od bobasa do Samprasa cz. 4

O co małe dzieci najczęściej pytają trenera, który wspaniale prowadzi „sztundy” z dorosłymi? „Proszę pana, ile jeszcze do końca?”. Kim więc powinien być trener minitenisa? Przez kilka lat przez nasz klub przewinęło się wiele osób. Jedni prowadzili zajęcia lepiej, inni gorzej... Najlepsi mieli (mają) tę wewnętrzną iskrę, nie tylko pomagającą w prowadzeniu zajęć, ale też porywającą dzieci do zabawy i wykonywania ćwiczeń. Jest wiele cech, które taka osoba musi posiadać, by nie prowadzić nudnych zajęć, no i nie wypalić się w krótkim czasie. Jaki jest ideał trenera minitenisa?

Dobry trener

Dobry trener musi być specjalistą od pracy z dziećmi, ekstrawertykiem z umiejętnością błyskawicznego nawiązywania kontaktów, entuzjastycznie nastawionym do tego co robi. Jest osobą wyjątkowo cierpliwą, potrafi mówić językiem dziecka, aby zrozumiało sens zabawy czy ćwiczenia. Nie powinien wstydzić się uczestniczenia w zabawie, a wręcz potrafić się wygłupiać razem z dziećmi i wprowadzać radosną atmosferę. Taki instruktor ma ułatwione zadanie, bo dzieci go uwielbiają. Na pewno musi lubić to, co robi. Powinien być opiekuńczy, a jednocześnie potrafiący wyważyć dystans tak, by mały zawodnik nie wszedł mu „na głowę” – nie poddaje się emocjom, nie okazuje ich i nikogo nie faworyzuje. Poza tym spontaniczny, żywiołowy, energiczny, radosny, pogodny. Dla dzieci trener jest wzorem do naśladowania, więc powinien być wysportowany i mieć odpowiednią prezencję. Trener zapewnia 100 procent bezpieczeństwa podczas zajęć. Musi być spostrzegawczy, posiadać „oczy dookoła głowy” i szybko reagować adekwatnie do zaistniałej sytuacji. Powinien przekonać do siebie nie tylko dzieci. Rodzice muszą mieć poczucie, że trener jest prawdziwym fachowcem. Trener powinien być przewidujący, elastyczny w doborze ćwiczeń i zabaw, umieć je przystosowywać do swoich pomysłów i do tematu, który akurat realizuje. Oczywiście metodykę powinien mieć w „małym palcu” i umiejętnie dostosować ćwiczenia do możliwości i wieku ćwiczących. Trzeba odnaleźć w sobie „Pomysłowego Dobromira”, tworząc wyimaginowane światy podczas zabaw fabularnych, wprowadzać z fantazją elementy wojen, zamczysk, poszukiwania skarbów, itp. Należy wspomnieć o tym, że wiedza metodyczna nie jest tożsama z umiejętnością grania w tenisa, chociaż ta ostatnia jest niewątpliwie niezbędna do prawidłowego kształtowania techniki na każdym etapie. Zawodnik posiadający modelową technikę niekoniecznie będzie potrafił jej nauczać (brak metodyki), ale także osoba, która ukończyła kurs przy słabej technice i braku czucia piłki nie pokaże i nie wytłumaczy, jak grać, bo sama nie potrafi. Idealnym trenerem dla dzieci w wieku 4–5 lat byłaby kobieta, bo jest bliższa dziecku niż mężczyzna. Ma cieplejsze usposobienie, rzadziej podnosi głos i kojarzy się z mamą lub wychowawczynią z przedszkola.

Zły trener

Przyjrzyjmy się złemu trenerowi. W nauczaniu minitenisa są takie elementy, których należy za wszelką cenę unikać. Nuda, wolne tempo, mały zasób ćwiczeń i zabaw, powtarzanie w kółko tego samego, brak reakcji na sygnały znudzenia u dzieci zabijają sens ćwiczeń. Brak umiejętności prowadzenia zajęć w grupie, niemożność ogarnięcia grupy, brak określonych sygnałów, komend, nieumiejętność wprowadzania zadań organizacyjno–porządkowych, brak posłuchu i autorytetu oznaczają chaos. Gdy dzieci poczują, że dystans jest zbyt mały, natychmiast zaczynają wchodzić trenerowi na głowę. Brak reakcji na niesubordynację, złe operowanie głosem, nadużywanie krzyku prowadzą do utraty autorytetu. Sztuka karania to rzadka i trudna umiejętność. Kary nieadekwatne do przewinień, z reguły podszyte emocjami trenera, są odbierane jako niesprawiedliwe. Dziecko musi wiedzieć, co konkretnie złego zrobiło, a jednocześnie nie czuło się pokrzywdzone. Nie może ucierpieć duma osobista dziecka, nie wolno ośmieszać go przed grupą. „Padam z nóg” – zmęczenie trenera nie jest żadnym wytłumaczeniem. Należy tak dostosować sobie godziny innych zajęć, by na minitenisie dać z siebie wszystko, by nie zabrakło energii wewnętrznej i umiejętności zarażenia nią dzieci. Nie wolno ulegać presji wywieranej przez rodziców i ingerowaniu przez nich w proces szkoleniowy. Często są oni nastawieni na jak najszybsze nauczanie techniki i jak najszybszą rywalizację. Zbyt szybka specjalizacja jest szkodliwa. Trudno znaleźć człowieka, który byłby zgodny ze wzorem idealnego trenera minitenisa lub nie popełniałby błędów. Każdy, kto prowadzi zajęcia z małymi dziećmi, wie, że to trudna praca, wyjątkowo angażująca psychikę i, co za tym idzie, bardzo męcząca. Jeżeli jednak chcemy się rozwijać, musimy do tego wzorca dążyć i uczyć się na błędach. Każdą awarię można w końcu naprawić.

Jacek Multan i Krzysztof Walter